http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Statystowanie, czyli gwiazdą być (07.11.2009)

Radio TOK FM
2009-11-16, ostatnia aktualizacja 2009-11-16 10:52
Dobre agencje chwalą się  swoimi osiągnięciami. Na zdjęciu
Dobre agencje chwalą się swoimi osiągnięciami. Na zdjęciu "ściana sławy", czyli fotografie osób, które dzięki agencji wzięły udział w castingach i je wygrały.
fot. Marzena Mazur

Można poznać ciekawych i sławnych ludzi, praca bezstresowa, choć nie zawsze. Zarobki zróżnicowane. Potencjalna szansa na oszałamiającą karierę

POSŁUCHAJ
Mówimy dzisiaj o statystowaniu. Statysta to osoba robiąca za ludzkie tło jakiejś produkcji, czy to filmowej, reklamowej czy telewizyjnej. Ktoś przechodzi ulicą, stoi w kolejce w urzędzie lub zajada się pierogami gdzieś na drugim planie. Bezimienni aktorzy stanowiący tło dla gwiazd.

Po pewnym czasie statystowanie może zacząć nie wystarczać. Widzimy plany filmowe, reklamowe, chcielibyśmy zagrać większą rolę. Taką naturalną koleją rozwoju statystowania jest granie epizodów lub występowanie w reklamach. W grę wchodzą dużo większe pieniądze, ale trzeba najpierw wygrać casting.

Jak zacząć? Najlepiej wyszukać w książce telefonicznej lub w internecie lokalne agencje statystów i skontaktować się z nimi. Niektóre firmy proszą o przysłanie zdjęcia, inne wolą, by przyjść osobiście. Możemy zarejestrować się w kilku takich agencjach i potem czekać na zaproszenie na plan zdjęciowy. Informacje o konkretnych castingach można także znaleźć na portalach ogłoszeniowych, na przykład www.gumtree.pl. Uwaga, przestrzegamy jednak przed oszustami! Jeżeli usłyszymy w agencji, że to oni zrobią nam profesjonalne zdjęcia, za które musimy od razu zapłacić (czasami nawet 300 zł) - nie zgadzajmy się! Zapłacimy, ale nigdy nie zostaniemy zaproszeni na żaden casting. Takie firmy żyją tylko z robienia zdjęć, żerują na ludzkiej naiwności.

Nie jest to łatwa praca. Czasami za 50-70 zł można spędzić i 12 godzin na planie filmowym. Wszystko zależy od tego, czy trzeba kręcić dużo powtórek i jak idzie innym. Mimo wszystko warto spróbować, o ile ma się trochę wolnego czasu. Można zajrzeć za kulisy największych produkcji, poobcować z gwiazdami kina lub po prostu spróbować czegoś nowego. A gdy przy wychodzeniu z agencji usłyszymy "My się z panią skontaktujemy" pozostaje nam wierzyć, że ktoś się do nas odezwie.

Dziękujemy naszym ekspertom: Elizie Korbońskiej z Fill Studio, Norbertowi Jonakowi z agencji Merito, Michałowi Słomczyńskiemu (reżyserowi castingów) oraz Kamilowi Dąbrowie (nieoczekiwanemu, acz z radością powitanemu ekspertowi).