http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Clownem być! (30.01.2010)

Radio TOK FM
2010-02-01, ostatnia aktualizacja 2010-02-01 11:58
Natalia, jedna z pacjentek szpitala
Natalia, jedna z pacjentek szpitala

W tym tygodniu byłam wolontariuszem. Wolontariuszem w fundacji "Dr Clown". Fundacja zajmuje się odwiedzaniem chorych dzieci w szpitalach i przynoszeniem im uśmiechu. Specjalnie poprzebierani wolontariusze przyjmują pseudonimy i rozśmieszają dzieci

Wybrałam się najpierw do warszawskiej siedziby fundacji. Fundacja działa na terenie całego kraju, więc nie trzeba być koniecznie mieszkańcem warszawy. Spotkałam tam panią Annę Mossakowską, która opowiedziała mi o fundacji.

Wolontariuszem może zostać każdy, więc i ja postanowiłam spróbować. Na początku musiałam przejść szkolenie. Nauczyłam się sztuczek magicznych z noskami, z zaczarowaną wieżą i z magicznym pudełkiem, w którym znikają przedmioty. Potem opanowałam żonglowanie kolorowymi chusteczkami . Na koniec poznałam tajniki wyczarowywania z długich, kolorowych balonów kotka, pieska i żyrafę. Tak przygotowana byłam już gotowa, żeby spróbować swoich sił w szpitalu.

Fundacja każdy dzień tygodnia przeznacza na inny szpital, akurat czwartki należą do szpitala z ulicy Kasprzaka. Z tremą i duszą na ramieniu spotkałam się z dwiema wolontariuszkami. Pierwsze zadanie, to wybór pseudonimu. Wszyscy clowni mają swoje pseudonimy, którymi się przedstawiają wchodząc do szpitalnej sali. W fundacji rozmawiałam z panią Anną Mossakowską, która jest Doktor Bajką. W szpitalu spotkałam Doktor Promyk i Doktor Kamyk. Ponieważ chciałam w trakcie chodzenia po szpitalu robić zdjęcia, więc samo właściwie wyszło, że zostanę Doktor Foto.

Dzieci w różnym stanie, w różnym wieku, dlatego też reakcje były różne. Ogólnie - wielka radość, trochę onieśmielenia, wielka chęć zabawy i dopominanie się o więcej. Inaczej reagowały dziewczynki, inaczej chłopcy. W jednej sali były nastolatki, które śmiały się z moich sztuczek magicznych, bo mówiły że już to znają. Na szczęście miałam w zanadrzu jeszcze jedną, której nie znały, więc jakoś wybrnęłam, ale i tak śmiechu ze mnie było mnóstwo.

Doktorzy Clowni nie tylko przy dzieciach się zatrzymują. Czasem bardziej niż dzieci potrzebują nas rodzice, żeby choć na chwilę przestać myśleć o kłopotach i oderwać się od szpitalnej rzeczywistości. Również przy maluszkach, niemowlakach nasze noski trafiają do mam, które same wtedy rozśmieszają potem swoje maleństwa.

Wychodząc ze szpitala czułam się trochę zmęczona, ale szczęśliwa. Kto wie, czy to nie wolontariusz więcej wynosi z takiego kontaktu? Trzeba spróbować! Zachęcam!

Ważne adresy:

www.drclown.pl - strona Fundacji "Dr Clown"

www.wolontariat.org.pl - Centrum Wolontariatu w Polsce