Paradowska: Czy coś ważnego wydarzyło się w polskiej polityce? Zmieniły się sposób, cele, styl uprawiania polityki po tym, co zostawił nam profesor Geremek?
Andrzej Celiński: Polityka polska od 7-10 lat jest polityką bezcelową, nie wiadomo dokąd zmierza. I to niezależnie od tego, ktory wygrywa wybory i rządzi. Polska straciła swoje cele zasadnicze i nie da się tego wytłumaczyć obecnością w najważniejszych strukturach międzynarodowych czyli spełnieniem celu. Polityka zamknęła się na sprawy Polski, Europy i świata. Została zawłaszczona przez partie i stała się miejscem realizacji własnych materialnego życia. Od kilku ładnych lat partie nie mają upchanych po kieszeniach programów. Jedyną partią, która program miała - choć co z tego wyszło, wszyscy pamiętamy - było SLD Leszka Millera. Pani cytowała dziś kilka wypowiedzi, m.in. Edelmana. Ludzie przychodza, ludzie odchodzą - to jest bardzo przykre, ale naturalne. Co po nich zostaje, pozostaje rzeczą daleko bardziej trwałą. A to właśnie styl, wzór, paradygmat uprawiania polityki. Tutaj w tym pięknym pokoleniu doradców S - choć różnie bywało - nidgy nie było tak, żeby interes Polski był mniej ważny niż partykularne interesy. My mogliśmy się mylić, można było popełniać błędy, ale prof. Geremek jest przypadkiem podręcznikowym. Gdyby badać siłę osobowości i porównywać to z politycznymi możliwościami, to dwóch było w Polsce ludzi poniewieranych - z punktu widzenia rozbieżności między ich wiedzą i możliwościami. To był Jacek Kuroń i Bronisław Geremek. Byli jak bracia bliźniacy, może poza okresem pierwszej Solidarności. Człowiek chciałby, żeby świat był sprawiedliwy.
Janina Paradowska: Ale nie jest. Zadając to pytanie, myślałam też trochę o tym, co przez tydzień czytaliśmy - teksty, wspomnienia, które w stosunku do tego, co wcześniej czytaliśmy o profesorze są spokojne. Nie wiem, czy stało się to w obliczu tragicznej śmierci, czy zdano sobie sprawę z wagi osoby.
Andrzej Celiński: Chciałbym jedno podkreslić w tym ostatnim tygodniu: głos biskupów Polski. Był ten wybryk pod Kościołem Wizytek. Poza tym biskupi polscy pożegnali Geremka, jeszcze przed informacją o słowach, które powiedział Benedykt XVI. To warto podkreślić, bo w ostatniej dekadzie miałem spory deficyt kościoła jako instytucji wskazującej postawy moralne. Byłem przyzwyczajony - w latach 70., 80. - że kościół był. Mogłem się nie zgadzać, ale kościół był. Jednak zwyciężyła dobra polska tradycja, że jak chcesz mówić o zmarłym źle, to lepiej nic nie mów. Ja zawsze uważałem, że polskie społeczeństwo jest głęboko podzielone i od czasu do czasu ta piękna Polska wygrywa. Wszyscy wtedy mamy nadzieję, że będzie dobrze. To jest taki moment. My też emocjonalnie reagujemy na katastrofy. Proszę zauważyć, że zazwyczaj kiedy dzieje się coś tragicznego, reagujemy daleko bardziej niż w przypadku naturalnych sposobów.
Janina Paradowska: Panie pośle, przejdźmy do polityki, która zacznie się jutro. Zbiera się Sejm i jedną z głównych spraw będzie ustawa medialna. Czy rozumie pan stanowisko Napieralskiego, który upiera się przy podtrzymaniu funkcjonowania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji?
Andrzej Celiński: Ja rozumiem stanowisko Napieralskiego, który domaga się przełożenia głosowania nad wetem na po wakacjach - po to, by PO przedstawiła założenia programowe tej wielkiej ustawy. Ja należę do tych, którzy uważają, że publiczne media mają w Polsce do odegrania poważną rolę. Radio i TV zatraciły publiczny charakter, stały się partyjną obrazą Polski - dość przypomnieć Targalskiego i Farfała. PO postępowała jak imperator i nie miała wiary w możliwość reformy. Ja uważam, że w ważnych sprawach trzeba mieć wiarę i podejmować próbę - PO tej próby nie podjęła. Z drugiej strony jest tak, że ludzie LPR i Samoobrony, skrajnych partii politycznych będą udawali, że prowadzą misję publiczną. najgorsza sytuacja jest oczywiście w ośrodkach regionalnych, w Warszawie tak mocno tego nie widać. W tej sprawie trzeba jednak zacisnąć zęby i bronić złej ustawy przeciw gorszej. Natomiast ja tutaj uważam - nie dlatego, że jestem w opozycji - że PO popełniła ogromną ilość błędów.
Janina Paradowska: Pan był ministrem kultury..
Andrzej Celiński: Przypomnę, że odszedłem dwa dni przed słynnym posiedzeniem...
Janina Paradowska: Tak, pamiętam. Teraz minister kultury też ma..
Andrzej Celiński: Wtedy właśnie tak nie było. Pół roku temu mówiłem, że to błąd PO, błędem było odebranie wtedy ministrowi kultury - czyli rządowi - i przeniesienie do pokrętnych gabinetów w Kancelarii Premiera. Na szczęście wreszcie nad komisją nadzór sprawuje minister Zdrojewski. Minister, który ma za zadanie przygotować ustawę, ma prawo konsultować ją, z kim chce. To jest jego wybór. I jego odpowiedzialność. Nawiasem mówiąc, Zdrojewski to bardzo ciekawa postać polityczna. Dobrze się stało, że akurat ten człowiek, w tym rządzie, jest ministrem tego resortu. Kultura zawsze była traktowana po macoszemu, a środowiska artystyczne są przekonane o swojej omnipotencji. W związku z czym zawsze ma się konflikt z własnym rządem, partią i środowiskami twórczymi - i bardzo trudno ten resort prowadzić zachowując maksymalne dotacje od państwa. Z drugiej strony to nie może być pieniądz wydawany partyjnie. Dobrze, że ministrem jest człowiek, który jest silny w swojej partii i w dodatku prowadził już wielkie przedsięwzięcie - miasto Wrocław.
Janina Paradowska: W tym tygodniu PO chce wnieść projekt ograniczenia subwencji dla partii.
Andrzej Celiński: Tu będę niepopularny, bo uważam, że polityka i partie muszą ksoztowąc. Trzeba bardzo starannie podzielić pieniądze - daleko więcej powinno być ich na szkolenia, instytuty badawcze, a mniej na marketing i kampanię. To, co proponuje Tusk jest propozycją korupcyjną i jestem wręcz zdziwiony, ze on tego nie rozumie. Polityka musi kosztować a patologię trzeba niszczyć.
Źródło: Tokfm.pl