Jacek Żakowski: Czy pan też jest wściekły na Marcinkiewicza? Tak pisze dzisiejszy "Dziennik", że posłowie PO są wściekli.
Mirosław Drzewiecki: Ja się szczerze mówiąc nie opieram na tym, co wyczytuję w prasie. Jeżeli chodzi o życie osobiste, to wolałbym znać stosunek do tego żony pana Marcinkiewicza i Kazimierza Marcinkiewicza. Jeżeli uznali, że muszą się rozstać - to jest ich sprawa. Bardzo mi się nie podoba, że od paru dni to jest główny news i w zasadzie jak na to patrzę, to przykro mi, że tacy ludzie nie mają w ogóle prywatności.
- Nie mają prywatności, ale też specjalnie jej nie chronią. To chyba jest jakaś akcji PR. Zresztą pani jest ładna; panu Marcinkiewiczowi tak się podoba, że nawet przysłał zdjęcie ze swoją przyjaciółką.
- Może uznał, że lepiej wysłać samemu, bo inaczej zdjęcie, które się pojawi, będzie wykrzywiało jej urodę...
- Ale powinien polityk tak opowiadać o swoich intymnych przeżyciach? Taki polityk, który w dodatku nie jest żadnym urzędnikiem publicznym. Jest teraz na urlopie z polityki.
- Może dlatego, że nie jest bezpośrednio zakotwiczony w polityce i prowadzi swoją działalność - może mu to uchodzić. Gdyby był czynnym politykiem to wolałbym, żeby takich rzeczy nie mówił.
- A czy to jakoś przekreśla jego szanse na to, żeby otwierać listę PO do Parlamentu Europejskiego, co zdaje się było planem?
- To by na pewno nie przekreślało - to po pierwsze. Po drugie - takiej listy jeszcze nie ma. Lista będzie tworzona na przełomie marca i kwietnia. Zobaczymy. W każdym razie dzisiaj to byłoby za daleko idące, żeby mówić kto będzie otwierał listy, bo decyzja zapadnie dopiero za dwa miesiące.
- Taki piękny romans z pierwszych stron gazet pomaga politykowi w PO, czy przeszkadza?
- Prezydent Francji też jest człowiekiem, który ma drugą żonę...
- Nie jest członkiem PO.
- Ale nie przegrał wyborów prezydenckich. To się mieści w formule tego, co się dzieje na świecie i w życiu rodzinnym.
- Jak nastroje w rządzie po dymisji Ćwiąkalskiego?
- To na pewno nie był dzień, który uradował wszystkich członków rządu.
- A przyszła panu do głowy taka myśl: skąd ja kartony wezmę?
- Zastanawiam się jak przywożę różne statuetki - tego dużo jest i jak przyjdzie czas pakowania, to tego dużo jest. Bycie w rządzie jest przejściowe. To jest chwila w życiu. Powinno się mieć tego świadomość. Trzeba jak najlepiej wykorzystać tę chwilę dla Polski i dla siebie - żeby coś po sobie zostawić.
- Prasa pisze, że będą dalsze zmiany. Pan jest na tej trampolinie do wylotu z rządu?
- Ja jestem człowiekiem dostosowanym do takiego rytmu, że to premier decyduje. Jeżeli będzie widział taką potrzebę, to sprawa jest zamknięta. Natomiast nie mam takiego przeświadczenia. Robię swoje i wydaje mi się, że moim resorcie posuwamy się do przodu.
- Minister Klich - on jest na wylocie?
- Trzeba pytać premiera. Ja nigdy na temat kolegów się nie wypowiadam.
- Nie rozmawiacie o tym w rządzie?
- Nie, nie było takiej rozmowy. Nie rozmawia się o tym, kto jest gorszym ministrem.
- Minister Rostowski ma dzisiaj powiedzieć ministrom o ile mają zmniejszyć budżety. Już pan wie, o ile pan będzie musiał zmniejszyć budżet?
- Nie wiem, ale to bardzo mądrze. Uważam, że to jest tak oczywiste, że jeżeli przychody są niższe, to się mniej wydaje.
- W USA przeciwnie: czym przychody niższe, tym oni więcej wydają.
- My jesteśmy krajem na dorobku. Ja to zawsze porównuję do gospodarstwa domowego. Jeżeli małżeństwo zarabia, powiedzmy, dziesięć tysięcy złotych miesięcznie, a wydatki ma zaplanowane na dziewięć tysięcy pięćset. A jeżeli nagle, z powodu utraty połowy etatu, mamy tylko siedem tysięcy, to musimy się w tym zmieścić. To jest bolesne, ale trzeba się dostosować. Potem pomyśleć, jak wrócić do dziesięciu tysięcy.
- Mamy dzisiaj dwa przekazy: z jednej strony minister finansów mówi, że mamy niższe przychody, to będziemy mniej wydawali. To znaczy, że budżet będzie dusił gospodarkę. Z drugiej strony mamy jednego z wojewodów, który w wywiadzie mówi: teraz muszę wydawać pieniądze, bo przedsiębiorcy potrzebują teraz moich zamówień, żeby przetrwać. To są dwie kompletnie inne logiki ekonomiczne.
- To jest też prawda, ale jak ja patrzę na gospodarkę, to trzeba jak najwięcej rzeczy współfinansowanych np. przez Unię Europejską wykonać. Bo to może amortyzować ten kłopot w polskiej gospodarce.
- Jak wielka będzie skala cięć w pańskim resorcie? Podobno 30 mld mają wynosić te cięcia w skali całego rządu. To jest 10% budżetu. To na pana ile by wypadło?
- Jak jest przymus cięcia, to trzeba wszystko ciąć. Najtrudniej zawsze koszty płacowe, bo to dotyka ludzi. Oczywiście trafia to też w inwestycje. Wszystko co jest związane z EURO trzeba wziąć pod specjalny nadzór i ochronę. Jeżeli mówimy o cięciach, to w marcu i kwietniu będziemy wiedzieli więcej jak reaguje polska gospodarka - trzeba być elastycznym, a nie doktrynalnym jeżeli chodzi o zapowiedzi ile to musi być.
- Robił pan już przymiarki?
- Ja zawsze robię tego typu rzeczy. Jak szukam pieniędzy na inwestycje, to staram się je tam wydawać, gdzie one są najlepiej związane. Zawsze trzeba szukać montażu finansowego, który pozwoli zrobić to, co się zamierza i wystarczy własnych środków.
- To cały czas nie jest odpowiedź na moje pytanie: czy ma pan jakieś pozycje, w których pan może dokonać cięć?
- Nie ma jednej pozycji, którą można wyrzucić.
- Orliki można przestać budować...
- To byłaby chyba ostatnia rzecz, o jakiej bym myślał. To nie jest taka skala pieniędzy. Natomiast jeżeli mamy gdzieś inwestycje, które miałyby się gdzieś otwierać, to być może jedna taka inwestycja wystarczy, żeby zaoszczędzić - można ją przesunąć o rok.
- Zna pan raport NIK dotyczący nepotyzmu w warszawskim ratuszu?
- Znam tylko z prasy. Dopóki nie usłyszę odpowiedzi na te pytania ze strony Hanny Gronkiewicz-Waltz, to zawsze mam wątpliwości jak urzędnicy potrafią wszystkie niuanse tak pięknie wyłowić.
- To znaczy, że NIK jest niewiarygodny pana zdaniem?
- Nie, są podane jakieś cztery nazwiska, których nie znam i nie wiem, jak można to potraktować. Jak Hanna Gronkiewicz-Waltz na ten temat się wypowie, to będę miał więcej światła w tej sprawie.
- Jeżeli to jest prawda, to co taka partia jak PO zrobi z taką osobą?
- Nie będę oceniał sytuacji znając tylko jedną stronę medalu. Chętnie wysłucham dlaczego zostało to tak sformułowane we wnioskach po kontroli i być może z drugiej strony to nie będzie wyglądało na jasne i oczywiste.