http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Boni: Nie doceniamy 4 czerwca

Rozmawiał Jacek Żakowski
2009-06-05, ostatnia aktualizacja 2009-06-05 11:12
Michał Boni
Michał Boni
Fot. Sławomir Kamiński / AG

- Nakładamy cały czas okulary dzisiejszych napięć, konfliktów między instytucjami politycznymi, co jest bardzo smutne - powiedział w "Poranku Radia TOK FM" Michał Boni członek Rady Ministrów

Michał Boni: A tak na dobrą sprawę, jakby sięgnąć do polskiej historii 200, 300 lat wstecz, to się może okazać, że ten 4 czerwca jest na miarę 11 listopada 1918, a kto wie czy nie większą. Po dwudziestu talach niepodległości tej drugiej RP byliśmy w kleszczach między Niemcami a Rosją, po dwudziestu latach tej niepodległości jesteśmy krajem, który przy wielkiej recesji europejskiej ma najlepsze wyniki gospodarcze. Jesteśmy krajem bezpiecznym, a na uroczystościach jest obecna kanclerz Niemiec i premier Ukrainy, dużego kraju, który z nami sąsiaduje. Mnie się wydaje, że to jest miara głębokości i skali tego wszystkie co się w Polsce w 1989 dokonało i nie można na to patrzeć przez pryzmat waśni takich podwórkowych, dziecinnych, trzeba patrzeć przez pryzmat dużej historii. W tej dużej historii to to jest jedno z najważniejszych osiągnięć i dat w ostatnich 200, 300 latach.

Jacek Żakowski: Z lotu ptaka to tak wygląda, problem na tym polega, że nie wszyscy jesteśmy ptakami, nie każdy człowiek ma skrzydła.

Michał Boni: Przy okazji takich rocznic warto się wznosić trochę do nieba.

Jacek Żakowski: Jakie to trudne.

Michał Boni: Trudne, ale jak patrzyliśmy 4 czerwca jakie są trudności przed Polską, to właściwie wydawało się niewyobrażalne, że może być inaczej - że może być świat bez kartek, świat z rosnącymi dochodami, świat bezpieczeństwa międzynarodowego dla Polski, świat gdzie będzie studiowało dwa miliony osób w Polsce, świat otwartych granic. To wszystko wydawało się niewyobrażalne, dzisiaj jest, co nie znaczy, że nie stoją przed nami kolejne wyzwania.