- Działalność zaczynamy 1 sierpnia - zapowiedział szef Polskich Stoczni, Holender Jan Ruurd de Jonge. Gdynia produkować ma gazowce, Szczecin statki wyspecjalizowane, dla sił zbrojnych i konstrukcje stalowe. - Gdyby proces kompensacyjny tak się zakończył, byłoby idealnie, ale zawczasu skakać do góry ze szczęścia nie zamierzam - zapowiada szef solidarności 80 szczecińskiego zakładu Jacek Kantor. - Niech najpierw wpłyną pieniądze, to będzie postawieniem kropki nad "i". To uwiarygodni tę transakcję, od tego momentu inwestor będzie mógł prowadzić rzeczywiste działania. Co do planowanej ilości ponownego zatrudnienia Kantor kwituje krótko: - Uwierzę jak zobaczę dwa tysiące ludzi przy bramie stoczni.
Bez hurra optymizmu
Nieufni są także byli pracownicy stoczni. - Dawno obiecywali nam gruszki na wierzbie - denerwuje się pan Mirek. - To jest chyba propaganda, panie ile my już propagandy się nasłuchaliśmy - rozkłada ręce Staszek.
Nie wszyscy chcieliby także wrócić, jedni już wyjechali do Norwegii, inni szukają sobie nowej pracy - po tym co było, ten stres, niepewność, wolałbym pracować w innym zakładzie - mówi radiu TOK FM malarz z piętnastoletnim stażem.
Znaleźć przekonanych na 100 procent, że stocznie ruszą i tyle osób znajdzie w nich pracę, można naprawdę niewielu. - Pewnie, że ruszy - przekonuje spawacz Mietek - wpompowali pieniądze i co? Będą się patrzeć?
Źródło: Tokfm.pl