Lekarz trafił na ławę oskarżonych w wyniku prowokacji, którą w kwietniu 2005 r. sfilmowała kamera telewizji Polsat. Podstawiony pacjent wręczył mu 700 zł.
Za przyjęcie pieniędzy sąd pierwszej instancji skazał lekarza w lipcu ub. roku na dziewięć miesięcy więzienia w zawieszeniu. Tę część wyroku zaskarżył adwokat oskarżonego. W efekcie sąd drugiej instancji uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi rejonowemu.
Wczorajsza rozprawa trwała prawie pięć godzin. Urolog nie chciał składać wyjaśnień i odpowiadać na pytania, dlatego sąd odczytał jego zeznania z wcześniejszych przesłuchań. Lekarz twierdził w nich, że wziął pieniądze, ale traktował je jako dopłatę do wizyt w prywatnym gabinecie. Jak wynikało z zeznań, wszystkie pieniądze księgował i odprowadzał od nich podatek.
Na wtorkowej rozprawie przesłuchani zostali trzej świadkowie. Był wśród nich mężczyzna, który poszedł do lekarza z ukrytą kamerą. Zeznawała też pacjentka, która zdaniem prokuratury dała doktorowi 100 zł przed zabiegiem rozbicia kamienia w nerce. Przed wyjściem z sali rozpraw krzyknęła w kierunku lekarza "Dziękuję za opiekę. Niech pan leczy dalej".
Kolejna rozprawa 8 września - prawdopodobnie będzie już przedostatnia. Do przesłuchania jest dwóch świadków.
Dr Dariusz S. nie pracuje już w Klinice Urologii Szpitala przy Jaczewskiego. Jest zatrudniony w prywatnej praktyce, poza Lublinem.
Źródło: Tokfm.pl