- Z zimna nie mogę spać, zasypiam nad ranem - żali się pan Maciej, bezrobotny od piętnastu lat. Śpi w kurtce i czapce. Takiej mroźnej zimy nie pamięta. Świetlicę, w której mieszka, ogrzewa butlą z gazem. Ale butla szybko robi się pusta, a pieniędzy nie ma.
Pan Piotr od grudniowych świąt ogrzewa się drugą butlą. Nie stać go na to, aby codziennie było ciepło. Po zapłaceniu 150 złotych składki niewiele mu zostaje. - Mam na sobie dwie pary getrów, spodnie, śpię pod dwoma kołdrami i nadal mi zimno. Marne takie życie - wzdycha wkładając dłonie pod kołdrę.
Składki podopiecznych idą na wywóz śmieci, wodę i ścieki oraz na zadłużenie. O resztę bezdomni muszą zadbać sami. - Jest zimno, bo... jest zimno - mówi odkrywczo Andrzej Terlecki, prezes Stowarzyszenia Ludzi Bezdomnych. - W niektórych pokojach jest chłodno, a w innych ciepło, zależy, czy sobie nagrzeją. Co gwarantujemy? A co mamy gwarantować? - odpowiada pytaniem na pytanie.- Lokal, łóżko, koc, piecyki i koniec. Nie mamy pieniędzy. Nikt nam nigdy nie pomógł, nie dostaliśmy ani grosza - mówi z wyrzutem.
- Jak ktoś jest zdrowy, to powinien iść do pracy, a nie czekać, aż mu podamy zupę pod nos - wtrąca Zbigniew Łuczek, także ze stowarzyszenia.
Placówka działa jako podmiot prywatny, dlatego nie kontroluje go Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. - Podstawowe warunki powinny być zabezpieczone, aby taki hostel mógł w ogóle istnieć - zaznacza Eliza Ziółkowska - Lewandowicz z łódzkiego ośrodka.
W miejskich schroniskach i noclegowniach nie ma już miejsc, mimo to nikt nie powinien odmówić pomocy. - W razie potrzeby dostawiamy łóżka na korytarzach - mówi urzędniczka.
Najbiedniejsi łodzianie od ponad pół roku mogą też liczyć - zwłaszcza w kwestiach porad prawnych - na Rzecznika Osób Bezdomnych.
Źródło: Tokfm.pl